c.d. palnika dymu, reaktor gazowy

Eksperymenty z kozą czekają na cieplejszą porę roku. Natomiast mój znajomy przeprowadza od czasu do czasu kolejne próby, które zdecydowanie warto przedstawić.

Poniżej dwie próby, w których nie było wyraźnego rozdzielenia na spalanie pierwotne (gazyfikujące) i dopalanie w mieszalniku, tak jak to było w testach z lipca. Z powodu niewystarczającej kontroli nad rozdziałem PP/PW (powietrze pierwotne/powietrze wtórne) regulacja siły palenia i proporcji tlenu odbywała się poprzez dorzucanie mniejszej lub większej ilości paliwa.  Na pierwszym filmiku jest go wrzucone niewiele. Na drugim filmiku węgla jest więcej i wyraźnie brakuje powietrza wtórnego. Ostateczne dopalanie zachodzi już poza palnikiem przy udziale powietrza zewnętrznego. Mimo to i w tym wypadku spalanie było dość czyste (bez dymu). Palnik (dopalacz) ten sam, co poprzednio: fi 5cm, 40cm długi.


Fioletowa poświata na pierwszym filmiku moim zdaniem świadczy o tym, że mimo iż sumarycznie mamy przewagę tlenu nad paliwem, to jednak po wyjściu z paleniska nie wszystko jest dokładnie spalone (jak można się spodziewać w sytuacji dosypywania węgla na żar).
Poniżej zdjęcie rozgrzanego piecyka

Kolejne filmiki przedstawiają podobne spalanie. Tym razem cały piecyk jest zaizolowany. Drugi filmik dobrze pokazuje pozytywne działanie dopalacza z przegrodą mieszającą. Po zdjęciu górnej szyby widać, jaki fatalny „smog” jest generowany na wyjściu z paleniska. Kotłowa klasyka węgla sypanego na żar. Widzimy, że po przejściu przez mieszalnik płomień jest już bardzo przyzwoity. Tak jak wcześniej widoczny jest problem z proporcją tlenu do paliwa oraz że potencjalna moc piecyka jest znacznie większa od wydajności dopalacza.

Następna próba była prowadzona w nieco innej konfiguracji. Tym razem wylot płomienia i spalin jest wprost do góry, boczny palnik jest odjęty. Te testy stanowiły obserwację wpływu podgrzewania powietrza wtórnego, które wchodzi dwoma profilami od góry. Poniżej zdjęcie całości, kiedy płomień był na tyle duży, że nie dawało się zajrzeć do środka. Pionowa rura ok. 60cm, fi 8cm.

A poniżej dwa filmiki. Z niewiadomego powodu na drugim z nich nie wyszły kolory. Natomiast płomień był przezroczysty tak jak widać.


Poniżej zdjęcie z poprawnym balansem bieli w chwilę po wyłączeniu piecyka.

Podgrzewanie powietrza wtórnego wpływa bardzo pozytywnie na stabilność spalania. Mimo wrzucania sporych porcji węgla zapłon palnych gazów następował natychmiast. Na filmikach widzimy, że na dole leży czarna warstwa nieodgazowanego węgla. Wcześniej w takich sytuacjach zdarzało się zerwanie ciągłości płomienia i dymienie. Przy okazji tych testów można zaobserwować też inne, bardzo ciekawe zjawisko. Tak jak wcześniej, mamy do czynienia z nadmiarem paliwa w stosunku do tlenu. Kolor i przezroczystość wypływającego płomienia pokazują, że po przejściu przez gorącą rurę niedopalone węglowodory ulegają podobnej konwersji (głównie do tlenku węgla), jaka następuje w warstwie żaru w piecach dolnego spalania. Izolowana rura działa jako reaktor gazowy. Gaz wypływający z rury można by teraz zmieszać z kolejną porcją powietrza i przepuścić przez mieszalnik dopalający, jaki poprzednio był umieszczony z boku. Ten eksperyment pokazuje, że możliwa jest dokładna kontrola nad przebiegiem reakcji spalania, w tym np. kontrola emisji tlenków azotu.

Podstawową trudnością, jaką teraz napotykamy, jest dobór odpowiednich materiałów konstrukcyjnych. W grę wchodzi jedynie ceramika, co znacznie pogarsza przenośność urządzenia i łatwość rozłożenia i złożenia eksperymentu. A poza tym moim wnioskiem jest, że jeżeli można czysto spalić tak trudne i brudne paliwo, jakim jest smołujący węgiel kamienny i to sypany na żar w przeciwprądzie, czyli samo zło, to znaczy, że wszystko można.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Notify of